Mieliśmy piękny, słoneczny wrześniowy dzień zatem zebrało mi się na pewien temat w ramach wspomnień o polskim morzu, który też widzę, że właśnie grzeje różne media…


W ramach wprowadzenia…

Wyskoczyliśmy w sierpniu nad Bałtyk, chyba pierwszy raz od 6 lat. Przyznam, że się cholernie cieszyłem bo blisko, bo tylko 380 km, bo autostrady a nie jak Korsyka i 3.000 km w jedną stronę + prom itp. Rzeczywistość szybko zweryfikowała moją naiwność. W sumie z objazdami aby uniknąć korków wyszło 450 km i 10 godzin więc jeden dzień w tyłek. Zastanawiałem się dlaczego 11 lat temu bez autostrad jechałem na „cypel” szybciej niż teraz … ? Ok, temat podróży pominę ale uprzedzam, że lekko i szybko nie było i za rok pewnie też nie będzie…

Na miejscu zastaliśmy najazd. Kompletny najazd ludzi. Wiem, że spokój i cisza to nie rejony Władka i okolic ale nie mieliśmy akurat wyjścia tym razem.

Tłumy jakoś sobie wytłumaczyliśmy bo lato w tym roku wyjątkowo dopisało co właśnie media donoszą, że było rekordowe ilościowo i finansowo. Na to wszystko niestety nakłada się obraz polskiego morza znaczy atrakcji poza plażowych, który był lekko mówiąc żenujący. Propozycje dla turystów to kompletna wiocha. Każdego dnia słońce w końcu znika i co dalej robić … ?


Można głównie TYLKO żreć… 

Z tego co zauważyłem i po tym jak naród wygląda to jedzenie na wakacjach to sport chyba narodowy. 

Ludzie są generalnie GRUBI ! 
Nie oceniam tu osób z problemem otyłości jako choroby ale tylko zwyczajnego braku umiaru w jedzeniu. Jak donosi WHO polskie dzieci są MEGA GRUBE … !!!


Popatrzcie sami jak nad polskim morzem wygląda oferta kulinarna…

…rządzi KEBAB, ZAPIEKANKI, FRYTKI, LODY, GOFRY i reszta tego śmieciowego żarcia. Gastronomia prześciga się w ilości i długości aby przyciągnąć coraz grubszego klienta. Zapiekanki mają średnio 60 cm a za rok pewnie będą miały 100 cm plus kijek do podtrzymania aby się nie „wygły” podczas wchłaniania. Kebaby to rozmiar minimum XXL. Frytki to porcje duże i mega duże przy których oferta pewnej sieciówki z USA to oferta dla uczestników koloni zdrowotnych. 

Ludzie generalnie WPIERDZIELAJĄ na potęgę. Nie patrzą co ale ile i za ile. 
Rodzice faszerują tym swoje dzieci. Hasło rodzica do dziecka : „zjedz frytki bo nie będzie kebaba” dokładnie obrazuje obraz polskiego morza. Do tego wszystkiego jak podaje jeden z portali :: Jeśli po kliencie zostały ziemniaki… – to macie obraz jakości jedzenia.

Nawet „namiotowa” literatura straciła na wadze … 🙂




Gofry i lody…

To osobny temat ale powiem tylko jedno, że im grubsza baba tym większy lodzik czy grofr czy gofer, jeden pies jak się to odmienia :). Nie wiem jak można to wcisnąć jeszcze po pełnym obiadku ? Nie piszę tutaj o pokoleniu moich rodziców ale o osobach młodszych ode mnie. 

Niestety większość społeczeństwa była taka…



… a nie taka…




A skąd się to bierze ? 
Właśnie też m.in. stąd bo szkole WF to podstawowy przedmiot aby mieć zwolnienie .


Cymbergaje i inne „sportowe aktywności” czy nawalanki dla ABS’ów.
Dzieciaki to inny temat. Rodzicom to szczerze współczuję. Te wszystkie wymuszacze kasy to maszynki złota dla ich właścicieli. Codziennie stragany prezentowały najnowszy danego dnia model wiaderka albo łopatki. Ta sama foremka do piasku jednego dnia miała inny wizerunek niż dzień wcześniej. Każdy dzień, każda droga na plażę to była walka rodziców z konsumenckim pokoleniem ich dzieci. W sumie to jak nad tym myślałem to sami też sobie to zafundowali swoimi metodami wychowawczymi. To akurat temat na inny wpis… 

ABS – Absolutny Brak Szyi – to „wyjątkowa” acz liczebna niestety grupa populacyjna polskiego społeczeństwa charakteryzująca się wyszukaną linią stylistyczną ubrań czyli – czarne spodenki – białe skarpetki – czarne adidaski oraz szeroką postawą ciała.
Dla tej grupy wszelkie gruchy do walenia z piąchy, piłki na wysięgniku do kopania czy inne urządzenia od razu wskazujące, że nie zostały skonstruowane do użycia od strony myśli tylko czysto fizycznej wzbudzają ich główne zainteresowanie. To chyba jedyna forma aktywnego ruchu dla tych HI-menów.
Jak podpatrzyłem do tego na te towarzyszące im, wytapetowane w pełnym słońcu blondi, wspierające swoich brzuchatych maczo jak nawalają w te wszystkie gruchy to… 
To smutno mi było…



Na koniec aby nie być posądzonym jedynie o złe opinie to powiem, że pomimo wszystko cieszę się, że nasze wybrzeże w tym roku przeżyło taki najazd…


PKB.
Te 3 literki znaczą wiele dla polskiej gospodarki. Mamy wrzesień. Znamy częściowo wstępne dane za okres wakacyjny ale cieszy mnie to, że mega ilość kasy, która została w Polsce „wyszła” w statystykach. Piszę, że wyszła bo wyszła w statystykach dla statystyków ale dla urzędników od Ministra Finansów już tak pięknie nie wyszła dla „Pana Wincentego”. To jest temat szarej strefy, która nad polskim morzem stanowi znaczną większość bo przypuszczam, że podatki zostały odprowadzone od dużo mniejszej części. Rozumiem to doskonale bo jestem po stronie tych co firmy prowadzą więc rozumiem zasady działania krzywej Laffera…

Na koniec rzeknę, że w sezonie raczej więcej nie ruszę tyłka nad polskie morze. Sorry ale tłumy, nawalająca muza /generalnie disco polo i ona tańczy dla mnie/, cymbergaje, kebab i inne „atrakcje” mnie nie kręcą. Cypel czy 3-miasto są piękne ale sorry nie w sezonie. Nie kręci mnie lans w tłumie, smród oleju, kolejki do wszystkiego, stragany z chińszczyzną, wytapetowane blondi, łyse karki, zrozpaczeni rodzice z ryczącymi dzieciakami itp…

Oczekuję spokoju, pustej plaży, nie chcę mieć całej śmieciowej gastronomi, która na czas „kurwacjuszy” podnosi ceny i obniża grammaturę produktów …


…chcę czegoś innego więc być może pojadę nad polskie morze gdzieś TUTAJ … 

Dlaczego tytułowe Pokolenie 4000 ?
Bo to jest pokolenie 4000 kalorii dziennie…


4 comments on “Pokolenie 4000 … ?

  1. chociaż się śmiałam w kułak czytając ten wpis, to nie jest absolutnie śmieszna sprawa. Ja też chodzę ostatnio po ulicach i przerażenie mnie bierze jak wielu grubych osobników teraz spotykam. Społeczeństwo jest coraz to grubsze i coraz mniej się tego wstydzi. Ja tam chuda nie jestem, w przeciwieństwie do autora bloga, ale zwracam uwagę na to co jem i ile jem. Mam wrażenie, że ludzie rekompensują sobie jedzeniem wiele niepowodzeń życiowych i jakichś niedogodności, bo inaczej nie umieją. A poza jedzeniem, ruszać ludzie się nie lubią, nie grają w sporty, nie spędzają czasu na aktywnych zabawach (ja już strasznie dawno nie widziałam ludzi w parku grających w cokolwiek – badmintona, siatkę, boule) – jeśli kogoś widzę, to dzieci, które są doglądane przez pijących piwo rodziców, albo wcinających lody. Poza tym wkurzam się, widząc o 9 rano mamę, pchającą wózek, a w wózku dziecko wcinające chipsy. Ja nie mówię że o 16 chipsy można już jeść, ale w ogóle pchanie w dziecko takie wiktuały jest odzwierciedleniem braku wyobraźni.
    Rozpisałam się, ale ten temat mnie mocno bulwersuje.
    Pozdrawiam
    MF

  2. bo to jest smiesznie smutna sprawa.
    jedzenie stala sie forma nie spedzania czasu z bliskimi, celebracji ale fizycznego pochlaniania w mega szybkim tepie byle czego. mowimy o tym, ze rosnie mlode pokolenie , ktorego nadwage trzeba bedzie leczyc. leczyc z publicznej kasy czyli z naszych podatkow. WHO alarmuje, ze to pokolenie moze byc pierwszym, ktore przez nadwage bedzie zylo krocej niz ich rodzice.

    to sa znaczace problemy. nie jednostkowe ale juz spoleczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *